Haru już prawie u nas!

PitaPata Dog tickers

poniedziałek, 2 czerwca 2008

Bo będzie dopsz.

''They say time changes things, but actually...
you have to change them yourself.''



Dawno nie pisałam. Wstyd i hańba. Więc dzisiaj... może trochę zwierzeń? C:

Dziś, jak chyba wszyscy wiedzą, był ostatni trening capoeiry w Radomsku, przed wakacjami. To chyba najlepsza roda, jaką udało nam się skleić. Było dużo osób z Częstochowy, więc sami profesjonaliści... ale nie o tym być miało.

Dziś uświadomiłam sobie bardzo, baaardzo dużo. Nie były to rzeczy nowe, ale jakoś nie chciały dotrzeć do mojej świadomości, tylko kisiły się gdzieś tam na dnie.

Po pierwsze. Początek tego roku był tragiczny. Rozstałam się z bliską mi osobą. Moja wena i talent rysowniczy wsiąkły Bógjedenwie gdzie. Rozwaliłam sobie nogę (i płacę za to do dziś). Ale to, co mnie najbardziej bolało to to,, że oddaliłam się od ZHP. Nic, naprawdę nic nie układało się po mojej myśli. Tak jakby Ktoś Tam Na Górze stwierdził, że do tej pory za dobrze mi się powodziło, a ja zbyt lekko podchodziłam do życia.

Czułam się okropnie. I jeszcze gorzej.

Ale wiadomo, Natura nie lubi próżni, ale jeszcze bardziej nie lubi zastoju. Zmiany nie przyszły nagle, ale przyszły. Najwcześniej zaczęła się capoeira, bo 11 lutego. To był w pewnym sensie moment przełomowy; coś, co rozpaliło we mnie na nowo pasję, dało nadzieję na jakieś rewolucje w moim życiu. Srodze się zawiodłam, bo to nie była rewolucja, której oczekiwałam. Nic szokującego, powalającego. To było jak tycie ziarenko, które zasiało się we mnie, a teraz rozrosło na naprawdę kawał drzewa, które opalata mnie, i coraz mocniej zapuszcza korzenie w mojej duszy. W końcu czuję każdą częścią siebie, że jestem na właściwej drodze.

Wraz z wiosną przyszło też zauroczenie. A może już zakochanie? Nie wiem, nie jestem dobra w określaniu uczuć, szczególnie swoich. Tak czy siak, w tym wypadku 'nie dla psa kiełbasa, nie dla kota salami'. C: Ale tak jest mi dobrze.Takie rzeczy same przychodzą, same też odejdą, jeżeli nie będą prawdziwe. Najlepszym doradcą pozostaje czas, a ja postaram się być cierpliwa (choć jestem kiepska w te klocki, naprawdę; czasami mam ochotę wyrzucić to wszystko z siebie).

Co do rysunków... cóż. Mam wakacje, a wiem, że moja wena przychodzi sama z siebie, i kiedy jej się podoba. Jest kapryśna. Tutaj też postaram się być cierpliwa, bo weny nie da się do niczego zmusić. I tyle.

Ale przychodzą pewne zmiany. Dziś widzę, że nie ma już tam dla mnie przyszłości, drogi rozwoju w ZHP. Przynajmniej nie takiego rozwoju, jakiego ja pragnę. To już nie jest to, czego szukam. Walczyłam z tą myślą od długiego czasu, i to było jak rozdrapywanie w kółko tej samej rany. A ja robiłam jak zwykle to, co umiem najlepiej. Uciekałam. Od odpowiedzialności, szczerości wobec samej siebie i wobec bliskich mi osób.

Teraz mówię w końcu stop.

Kocham 'Zorze', ale jestem dla nich tylko ciężarem. Kocham 17 RDHs, ale jestem niczym BMW- bierny, mierny, ale wierny. Kocham XVI szczep Hubalczyków, i wszystkich ludzi, którzy należą bądź należeli. To dzięki Wam jestem tym, kim jestem. Zawdzięczam Wam 1/3 mojego życia. Smutków i radości, sukcesów i porażek, chwil złych i dobrych.

Zawsze będę Zorzanką i Hubalczykiem. Na zawsze, i mimo wszystko, i nigdy się tego nie wyprę!

Nie wiem jeszcze, co teraz. Muszę o tym porozmawiać z osobami wyższego szczebla. Nie obrażę się, jeżeli powiedzą, że nie widzą dla mnie miejsca w szczepie, choć pewnie ściśnie mi się gardło.

Ryczę. Jestem głupia. Ale wierzę, że 'będzie dopsz. Musi.'

Brak komentarzy: