Haru już prawie u nas!

PitaPata Dog tickers

poniedziałek, 25 lutego 2008

Wspomnienia

Myślałam, że padnę. Idziemy sobie z mamą niedaleko Parku Ujazdowskiego, podziwiamy stolicę wieczorem i w ogóle klimat zabija, a ja tu nagle widzę pałacyk, a przed nim powiewa czerwona flaga z białym krzyżem.
-O, Polski Czerwony Krzyż!- ja na to.
Moja mama spojrzała na mnie lekko z ukosa.

-Przecież to flaga Szwajcarii, ugorze.

...

I faktycznie, idziemy kawałeczek dalej, a tam tabliczka z napisem "Suisse Ambasade"...
Tej pani już podziękujemy.

Podsumowując , moja wizyta w Warszawie przeminęła pod znakiem właśnie takich, lekko absurdalnych dialogów. O, o, na przykład ten (M- mama, B- Busiu):
"M: Ktoś się o mnie opiera.
B: Ktoś spał w moim łóżeczku!

M: Srał pies łóżeczko. Ktoś jadł z mojej miseczki!"

A, a wspomniałam o wizycie w Kuchni Artystycznej Magdy Gessler? To było... coś. Sam lokal, jak na mój (niewyżyty) gust, trochę zbyt minimalistycznie urządzony, ale co tam. Ważne, że krzesełka były przywiązane do sufitu, a menu powalało wymyślnymi nazwami potraw. Mamusia wzięła sobie kremik z brokułów z prażonymi migdałami, j
a zdecydowałam się na placki ziemniaczane z łososiem w sosie pomidorowym. Wróćmy jednak do mamuni. Długo nie zapomnę zdecydowania, z jakim wpychała mnie do owej Kuchni, dlatego to, co się później zdarzyło, było jeszcze bardziej komiczne. Otóż, do maminego kremiku dodali chlebek z jakimś masłem. Kromki były dosyć spore, ale ma rodzicielka się nie zraziła tym faktem. No i kawałek pieczywka wylądował w zupie, rozpryskując zielony krem po całym stoliku. Oczywiście zahaczył również o moją nową, bielutką bluzkę (a propos, plamy się jeszcze nie sprały). W każdym razie, stanęło na tym, że mama siedziała do końca obiadu powtarzając 'Wioch'...

Później wpadłyśmy na pomysł, że może weźmiemy obrusik, w domu upierzemy i zwrócimy, ale... ale dałyśmy sobie spokój. :>

Warszawa to wspaniałe miasto. Wielkie. Tajemnicze. Wiem, jak ludzie się do niej odnoszą- że brudna, dziwna, brzydka i takie tam. Ja też miałam takie podejście. Miałam. Ale ją, tak jak człowieka, trzeba poznać. Małymi kroczkami, powoli, aż, nie wiadomo kiedy, okaże się, że stolica ma swój niepowtarzalny urok. I nie chodzi tu tylko o Starówkę, którą już chyba wszyscy widzieli i którą niejeden wymiotuje. Idźcie na Nowy Świat- tylko zostawcie tą lukrowaną otoczkę. Nigdy nie zapomnę, jak mój znajomy zaprowadził mnie za sklepy- do przytulnych, małych knajpek z 'klimatem', które wyglądają jak zamknięte, pozabijane dechami sklepy. Coś niesamowitego...

Wybrałam też (ostatecznie całkowicie) kierunek mojej dalszej nauki. Otóż, żegnaj Japonistyko na UW, witaj Sztuko Nowych Mediów na PJWSTK~! Brzmi poważnie? Eee tam.
Animacja, malarstwo, grafika, kompozycja... B
oże, dostaję dreszczy za każdym razem, gdy o tym myślę! Zmartwiła mnie jedynie reakcja rodziców na mój pomysł- tak jakby z góry zakładali, że zmienią moje założenia, albo ja ewentualnie zmienię je pod ich naciskiem. Nie tego oczekiwałam... Wiem, wiem- czesne 1000 zł miesięcznie na dziennych. Ale to jest TO, co naprawdę chcę robić! Zaprzedam duszę diabłu, ale pójdę tam. Z błogosławieństwem rodziców czy bez.

Oto dowód~! Rysunek wilka. Otóż na owe studia trzeba zgromadzić teczkę ze swoimi pracami. Chciałam zobaczyć- czy w ogóle jestem w stanie narysować coś, co ma mniejsze oczy niż mangowe panienki. I oto wynik.


Może nie szczyt moich możliwości, ale... chyba nie jest źle?

Nie mam nic więcej do dodania. Więc na zakończenie, anegdotka, którą pochwyciłam w dzisiejszej 'Angorze'.

Archeolodzy odkryli, że Mojżesz zostawił nam tylko jedno przykazanie: "Nie" z czasownikami piszemy oddzielnie, np. 'nie zabijaj', 'nie kradnij', 'nie cudzołóż".

:D

Un~! <3