Jestem porąbana.
Wczoraj mojego kota kopnął zaszczyt- pozwoliłam mu spać ze mną. Był to drugi raz, pierwszy wspominałam bardzo mile (nie ma nic fajniejszego niż futrzak, który grzeje i mruczy), więc się nie wahałam.
Koło 5 nad ranem mój kochany kot obudził mnie drapaniem o drzwi. Myślę sobie: co za inteligentny zwierzak, zamiast ulec swoim czynnościom fizjologicznym tutaj, w moim pokoju, budzi mnie, by dać im upust na dworze. Jakiż inteligentny kocur!
Zwlekam się więc z łóżka, i co widzę pod szafką? Kałużę siuśków. Czyli jednak dał upust TUTAJ, w moim pokoju. Kot wyleciał za drzwi z solidną naganą (patrzył na mnie z ogromnym wyrzutem), a ja przyniosłam starą szmatę, tonę papieru toaletowego, odświeżacz powietrza i biorę się za wycieranie. Oczywiście właściciele kotów są zapatrzeni niesamowicie w swoje zwierzaki, więc sobie myślę, że w sumie, to on TYLKO nasikał, to nie żadna tragedia, nie pierwszyzna, wypadki chodzą po ludziach, tfu, kotach, i takie tam. Już prawie skończyłam wycieranie, patrzę w lewo, a tam kupa.
Nie wiecie co czuje człowiek, który wycierając siuśki swojego kota o 5 rano nagle odkrywa, że obok niego leżay coś więcej. W tym momencie pchały się na moje usta najwymyślniejsze, jeszcze nieodkryte przez ludzkość przekleństwa, dzięki którym mogłabym się jakoś zapisać w historii języka.
Jak już mówiłam, właściciele kotów są zapatrzeni w swoje zwierzaki, więc starałam się widzieć same plusy w kupie mojego kota (ha ha ha). Naprawdę się starałam.
Gdzieś przed 6 rano udało mi się skończyć wszystkie czynności (niedziela, chora pora a ja na nogach!), otworzyć okno i użyć pół odświeżacza do powietrza marki Brise o zapachu lawendy (tfu!). Wyszłam na dwór, żeby wywalić szmaty, a tam patrzę- mój kot spowrotem pcha się do domu. No, co to to nie. Kocur spojrzał na mnie oczami pełnymi niemego wyrzutu gdy stanęłam pomiędzy nim a drzwiami frontowymi, po czym odszedł ze spuszczonym ogonem.
Przypominaliśmy parę kochanków, którzy rozstają się na wieki wieków, by cierpieć z powodu niespełnionej miłości kolejne wieki wieków. Ale sądzę, że nawet najbardziej wyrozumiałam Julia nie od razu by wybaczyła, gdyby jej Romeo narobił na panele, a ona musiałaby po nim sprzątać, i to w niedzielę.
Ostatnie dni, jak zwykle, pełne emocji. Byłam w stolicy na kursie, poznałam parę fajnych ludziów, dowiedziałam się, że jestem koszmarnie nieporadna, jeżeli chodzi o farby, i że powinnam zaopatrzyć się w koszmarnie drogie akryle. I jeszcze znalazłam torbę, która zwaliła mnie z nóg, więc jeszcze analizuję zamiar jej kupna. Chociaż i tak wiem, że ją kupię, ale staram się zachować pozory rozsądku (ach, te kobiece sztuczki). Jestem już 100% pewna, że jeżeli zechcą mnie mieć w szeregach uczniów PJWSTK, to ja już natychmiast jestem chętna i gotowa. Bierzcie mnie! 8D
Tyle.