Słabo jest:
1. Kiedy słucham dołującego 'Death Cab for a Cutie- Transatlancism'.
2. Kiedy kupuję 2 l koli zero i obalam je bez odrobiny satysfakcji.
3. Kiedy nie dogaduję się z ukochanym z powodu drobnostek, pierdół, nieporozumień i nadinterpetacji.
4. Kiedy inna bliska osoba mnie opuszcza.
5. Kiedy myślę, że przecież byłam na to przygotowana od wielu tygodni.
6. Kiedy jednak okazuje się, że nie byłam.
Przyjechałam do Warszawy pełna motywacji, ambicji, jak podekscytowane dziecko chłonęłam atmosferę stolicy, tak różną od małego, zaściankowego Radomska. 'Oto zaczynasz prawdziwe życie'- myślałam sobie, nucąc buntowniczy kawałek Simple Plan "When I'm Gone". Oto przybywam do miejsca, w którym czułam się swobodnie jak nigdy, w którym otwierają się nowe możliwości i perspektywy! Poznam nowych ludzi, będę się uczyć nowych rzeczy, zacznę być dorosła, BOŻE BOŻE BOŻE. Trochę się bałam się. Ale hej, kto by się nie bał? 19 lat radomszczańskiego zastoju i nagły skok na głęboką wodę.
Przyszło wszystko to, czego pragnęłam. Odzyskałam kontakt z mamą, bratem, dostałam wymarzoną uczelnię, poznałam ludzi podobnych do mnie, spotkałam wymarzonego chłopaka. Kiedy mówiłam, że jest mi cudownie, i to najszczęśliwszy okres mojego życia- nie kłamałam. Natężenie szczęścia było ogromne.
Jednak bywały- i bywają- "chwile warszawskiego smutku". Że samotność atakuje Cię z każdej strony. Że nie wiesz, do kogo masz się odezwać. Albo inaczej- że nie masz do kogo się odezwać. Że brakuje Ci tego, co było takie pewne i stabilne w Radomsku- przyjaciele. Wieloletni, sprawdzeni, nie dobrzy znajomi, ale przyjaciele, gotowi wesprzeć zawsze i wszędzie, i zawsze bezwarunkowo.
Moje poczucie bezpieczeństwa odjechało wraz z mamą do Wrocławia. Mimo, że wzorowo przeszłam '5 etapów porzucania' (zaprzeczenie, gniew, negocjację, depresję i akceptację), dziś znów czułam bunt co do jej decyzji. Znów ją straciłam. Kolejny raz! Rozumiem jej tłumaczenie- że chce znaleźć własne szczęście, że za parę lat (ja i Dorek) ją opuścimy, a ona zostanie sama. Jest dorosła, to jej decyzja. Nie mam prawa jej potępiać, bo poszukiwanie własnego szczęścia uważam za priorytet. A jednak czuję żal- i to taki, że uch! prawie rozsadza mnie od środka.
I właśnie oto nadeszła chwila 'warszawskiego smutku'. Nie mam komu wylać tego składowanego od wielu tygodni żalu, więc zlewam to do bloga. Jak każdy dostanie po kieliszku mojego żalu, to wyjdzie chyba lepiej, niż gdybym miała chlusnąć komuś w twarz dzbankiem.
Na zdrowie!
'Death Cab for a Cutie- Transatlancism'
The Atlantic was born today, and I'll tell you how:
The clouds above opened up and let it out.
I was standing on the surface of a perforated sphere
When the water filled every hole.
And thousands upon thousands made an ocean,
Making islands where no island should go.
Oh no.
Most people were overjoyed; they took to their boats.
I thought it less like a lake and more like a moat.
The rhythm of my footsteps crossing floodlands to your door
Have been silenced forever more.
The distance is quite simply much too far for me to row
It seems farther than ever before
Oh no.
I need you so much closer